Zdjęcie przedstawia lustrzany bar na imprezie.

Barman na wesele

Serdeczności!

Niezmiernie nam miło powitać Was, drodzy czytelnicy na naszym pierwszym blogu! Pozwolimy sobie przytoczyć kilka ciekawostek i historii związanych z naszą pracą. Dobrze widzicie, tematyka tego bloga pokaże jak wygląda praca barmana. Dzisiaj opowiemy troszkę o barmanach na wesele.

W ostatnich latach spopularyzowało się korzystanie z usług barów mobilnych na różnych imprezach, a głównie na weselach. Nic dziwnego, kultura koktajlowa w Polsce w ciągu poprzednich paru lat bardzo mocno się poprawiła. Nie sięgamy już tak często po wódkę z sokiem pomarańczowym czy z colą, ale wybieramy różne koktajle, np.: Mojito, Whiskey Sour, Cuba Libre, Aperolka, a nawet Negroni. Polacy chcą próbować więcej, więc czemu nie możemy im w tym pomóc? Wesele to idealne miejsce. W naszej kulturze alkohol jest zakorzeniony już od pierwszych pisemnych form. Dzięki nim wiemy, że był lekarstwem na wszelkie dolegliwości zarówno duszy jak i ciała. Dlatego od wieków był również na weselach. Nie bez przyczyny Jezus w Kanie Galilejskiej zamienił wodę w wino, prawda?

Dosyć już tej historii. Pora pomówić o sprawie tytułowej. Po co tak właściwie jesteśmy? Zdarzają się sytuacje, że w okolicy danego przyjęcia nie ma barmanów lub dana oferta nie jest korzystna. Rozpoczynają się wtedy poszukiwania potrzebnego usługodawcy baru mobilnego. Wtedy do akcji wkraczamy my, czyli barmani z Baru na Widoku. Po wysłuchaniu Waszego zapotrzebowania, ustalamy indywidualną ofertę dostosowaną do potrzeb, a także określamy odpowiedni dla Was termin. O resztę praktycznie nie musicie się martwić. Przyjedziemy do Was z ustaloną wcześniej aranżacją baru, uśmiechniętymi i gotowymi do serwisu barmanami, a także z całym pakietem, tj. dostosowaną kartą koktajli do Waszych potrzeb, szeroką gamą alkoholi potrzebnych do miksowania najlepszych drineczków, a także z potrzebnym szkłem, lodem, dekoracjami. Nawet jak poczujecie potrzebę rozmowy przy barze (a jesteśmy do tego zawsze chętni!) to będziecie mogli przycupnąć na naszych krzesłach barowych (które w kunszcie barmańskim nazywamy hokerami). 

Skoro rozpoczął się już temat rozmów to warto o nie zahaczyć. Nasza praca nie polega tylko na przyjeździe, rozłożeniu baru i serwisie koktajli. Często mówi się, że barman to niewielka część tego zawodu. Jesteśmy także przyjaciółmi, doradcami, znawcami fachu, psychologami, ale przede wszystkim ludźmi. Ludźmi, którzy podadzą pomocną dłoń, i co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga się nam rozwijać. Dzisiaj na przykład robimy koktajle, a jutro? Kto wie? Może oddamy się pracy społecznej i będziemy sadzić marchew?* A tak na serio, to dzięki zdobytemu wieloletniemu doświadczeniu, tysiącom przeprowadzonych rozmów zawsze jesteśmy gotowi wysłuchać Was, drodzy goście, bo wiemy, że życie bywa przewrotne, a nasze słowa mogą dodać otuchy. Przecież najlepiej jest usiąść przy barze i porozmawiać. My żadnej tajemnicy nie wyjawimy, a za to chętnie doradzimy. Najlepsze historie zaczynają się nie od słów „Dawno, dawno temu…”, a „Pewnego razu przy barze…”. 

Często dostajemy też pytania czy taka praca jest ciężka. Z jednej strony tak, a z drugiej to zależy. Wygląda to tak, że spotykamy się w naszej siedzibie, aby spakować samochody i wyruszyć w podróż uświetniającą wesela. Wiadomo, trochę trzeba podźwigać, ale oczywiście wszystko idzie w mięśnie! Później następuje czas relaksu. Odpalamy ulubioną muzykę, wyruszamy w trasę i rozmawiamy czy to o bieżących sprawach, czy różnych innych historiach. Mamy niesamowitą okazję zwiedzić najgłębsze zakamarki Polski. Od morza aż po góry. Z zachodu na wschód. Nawet nie wiecie ile widzieliśmy wschodów słońca! Dla tych, którzy nie jeżdżą za wiele po naszym pięknym kraju, mówimy spróbujcie! Cudowne łąki, piękne budynki, tętniące życiem miasta, różne krajobrazy to prawdziwa gratka dla oka. Po dotarciu na miejsce bierzemy się za rozpakowywanie baru, czyli taki nasz multisport. Mamy wtedy też czas na rozmowę z obsługą sali i dogadaniem współpracy, trzeba sobie przecież nawzajem pomagać! Po pełnym montażu następuje czas na przebranie oraz przywitanie gości. A to już efekt końcowy, pełna gotowość do serwowania koktajli i grona uśmiechów. Następuje nasz ulubiony czas, poznajemy nowe osoby, wymieniamy się doświadczeniami, ale też trochę lubimy się pochwalić naszym kunsztem barmańskim, dlatego robimy najlepsze, popisowe drineczki. Każdy z nas chętnie wysłucha tego, kto ma jakie preferencje smakowe i już na podstawie samej rozmowy będzie wiedział co najlepiej posmakuje, nawet dla tych najbardziej wysublimowanych gości. Niestety każde przyjęcie musi się kiedyś skończyć, zatem i my musimy wrócić do naszych domów. Kończąc pracę składamy i pakujemy bar, zabieramy to co nasze, żegnamy się i czas wyruszyć w drogę powrotną. Oczywiście, bywamy zmęczeni, ale po takich przyjęciach zawsze jest o czym rozmawiać, więc nigdy się nie nudzimy. Droga powrotna bywa trudna, ale wiemy, że było warto. No i te wschody słońca! To się nam nigdy nie znudzi. Po dotarciu do naszej siedziby ponownie musimy rozpakować auto i poukładać wszystko na miejscu. Wtedy spotykamy się z innymi kolegami z naszego Baru na Widoku i wymieniamy się doświadczeniami z ostatnich wyjazdów, opowiadamy historie, wypijamy po drineczku i potem czas uciekać do domu, bo sen jest rzeczą świętą.

Tak pokrótce wygląda nasza praca. W kolejnych wpisach opowiemy Wam trochę o historii naszej firmy, o czasach ciężkich, ale też i tych przyjemnych, o najciekawszych historiach, których byliśmy częścią. Czekajcie na wpisy i dawajcie znać jak Wam się podoba taka forma!

Widzimy się przy barze!

Ekipa Baru na Widoku